Tekst: Adamski / Michalak / Wiechnik / Foto: Przemek KĘDZIERSKI
HAŁAS / TYGRYS / URODZINY: Rozczarowania i zachwyt

Imprezowy luty zapisał się w naszej pamięci słodko-gorzkimi zgłoskami. Z jednej strony pozytywne zaskoczenie frekwencją na niektórych eventach, z drugiej – rozczarowanie formą niektórych naszych ulubieńców
Na pierwszy ogień poszedł koncert Japandroids z końcówki stycznia, należący zdecydowanie do kategorii „pozytywnych zaskoczeń”. W piwnicznych wnętrzach sali koncertowej Powiększenia czuliśmy się tej środowej nocy tak jak, nie przesadzając, w londyńskim klubie – ciasno, brudno, głośno i gitarowo. Czyli idealnie. Nie było to tylko nasze odczucie, sądząc po częstotliwości wynurzania się na powierzchnię tłumu crowd surferów (co nie było łatwe, zważywszy na wysokość stropu). Panowie z Japandroids (było ich dwóch, ale grali za czterech!) czuli się chyba równie dobrze. W każdym razie zapewniali nas o tym między kolejnymi kawałkami, a wyrazy aprobaty potwierdzali żywiołowymi gestami i nie do końca skoordynowanymi ruchami. Ładny chłopiec z gitarą to i tak dużo szczęścia, ale ładny chłopiec z gitarą umiejący na niej grać to więcej szczęścia, niż można by się spodziewać w środowy wieczór w środku zimy. To nie był koncert, o którym będziemy opowiadać wnukom w reklamie herbaty, ale z pewnością dobrze zainwestowaliśmy czas, pieniądze i zdrowie. Zapewne podobnego zdania byli wszyscy fani, którzy jeszcze długo po tym, jak członkowie zespołu opuścili scenę i zaczęli rozdawać autografy i podpisywać płytu, skandowali pod sceną w nadziei na bis.
In plus zaskoczył nas też Nosfell – francuski artysta, którego muzykę ciężko sklasyfikować, tym bardziej że większość piosenek śpiewa w wymyślonym przez siebie języku klokobetz. Na pierwszym koncercie z cyklu Paris Indie Club w Centralnym Basenie Artystycznym i drugim w jego karierze w Polsce można było na żywo przekonać się o jego możliwościach. Muzyk dał półtoragodzinny show z prawdziwego zdarzenia: a to grał na gitarze na jednej nodze, a to wydawał z siebie wszystkie możliwe głosy, od dziewczęcego falsetu po męski tenor. Przeczytał nawet z kartek wierszyk w języku polskim, co wprawiło otrzaskaną warszawską publiczność w niemałe zdziwienie. Całość przypominała fantastyczną podróż po różnych krainach muzyki.
Teraz kompletna zmiana klimatu. W centrum coworkingowym przy ul. Cybernetyki 2, znanym być może co poniektórym z grudniowej Art Yard Sale, odbyły się dwa kolejne wydarzenia związane ze sztuką. Po pierwsze, Monika Jakubiak – projektantka zaangażowana w akcje na pograniczu mody i animacji kultury – przedstawiła najnowszy projekt Cybernetyki Szwalnię. Ta debiutująca marka ready-to-wear, która zaleca się prostotą, przyjemnymi w dotyku materiałami i subtelnymi krojami, cztery razy do roku ma wypuszczać nowe minikolekcje. Drugim powodem, by pojawić się na Mokotowie, był dwa tygodnie późniejszy Pop-up Shop z młodymi polskimi projektantami. W sobotnie popołudnie ujrzeliśmy tam stoiska m.in. Green Establishment, Mysikrólika, Prosto, Turbokolor, UEG, Agaty „Endo” Nowickiej, Kariny Królak, She Roll, Łukasza Jemioła i Cybernetyki Szwalni. Brak animacji i klientów (przynajmniej tuż przed zamknięciem) powetowaliśmy sobie promocjami u Greenów, choć musieliśmy przy okazji wysłuchać zarzutów, że nie pojawiliśmy się na otwarciu Green Store’u przy ul. Chmielnej. Kamila – bijemy się w piersi! To wszystko przez 333. urodziny Planu B (czytajcie o nich na ostatniej stronie poświęconej plebiscytowi Nocne Marki)!
Bardziej niż na ciuchowe przeceny część redakcji czekała na White Lies. Jeden z najbardziej hajpowanych obecnie zespołów świata niezwykle miło wspominał poprzednią wizytę w Polsce na gdyńskim Open’erze. Po zeszłomiesięcznej wizycie w Stodole muzycy mają kolejny powód do zadowolenia. Od bardzo dawna nikt nie miał w tym klubie takiego przyjęcia! Napakowana po sufit sala aż wrzała od emocji. Przez cały występ muzykom towarzyszył nieustanny pisk rozanielonych dziewcząt. Brawom i skandowaniu nazwy zespołu po każdym kawałku nie było końca. Panowie byli wyraźnie zachwyceni takim przyjęciem i nie szczędzili pochwał pod adresem polskiej publiczności. Co zagrali? Z jedną płytą na koncie nie mieli wielkiego wyboru. Odegrali ją w całości, dodając jeszcze dwa b-sidy i cover Talking Heads „Heaven”. Całość uzupełniona została klimatycznymi, oszczędnymi światłami oraz mnóstwem dymu. Bardzo dobrze spisali się też Hatifnatsi, którym przypadła rola supportu. Zagrali sprawnie i wykorzystali swoje 40 minut najlepiej, jak mogli.
Długo zastanawialiśmy się, czy jechać na pierwszy koncert Depeche Mode, czy może na drugi. Którego dnia zagrają lepszy zestaw utworów? Kiedy będą w lepszej formie? Ostatecznie wybraliśmy się na pierwszy z nich i był to strzał w dziesiątkę. Przynajmniej jeśli chodzi o warunki panujące na drodze. O samym występie wolelibyśmy niestety zapomnieć. Totalny paraliż parkingowy w okolicach hali, brak telebimów, który właściwie uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek (jeśli nie stało się w pięciu pierwszy rzędach lub nie miało się ponad dwóch metrów wzrostu), FATALNE nagłośnienie... Moglibyśmy wymieniać jeszcze długo, ale przez szacunek i sentyment do tego zespołu nie będziemy. W każdym razie to prawdopodobnie nasz ostatni koncert Depeszów. Ale Atlas Arenę to ładną wybudowali!
Nie mniejszą i bezwarunkową miłością kochamy The Stone Roses i Iana Browna. Dlatego na jego koncert w klubie Palladium czekaliśmy niecierpliwie od kilku miesięcy. I dlatego też po kilku utworach z niego wyszliśmy. Przynajmniej niektórzy z nas. Inni bawili się świetnie zwłaszcza w drugiej części koncertu! Ok, od dawna wiemy, że Święty Mikołaj nie istnieje, a Ian Brown nie umie śpiewać. Ale jego karkołomne fałsze w połączeniu z fatalnie, fatalnie fatalnym nagłośnieniem były ponad na nasze siły. Na szczęście niedociągnięcia wokalne Ian wynagrodził nam swoim niepowtarzalnym zachowaniem scenicznym. Jak zauważyła nasza redakcyjna koleżanka Ola Żmuda, każdy jego ruch jest jak żart. W dodatku dobry – niezmiennie wywołuje szeroki uśmiech na naszych twarzach. Małpim podrygiwaniom i potrząsaniu tamburynem (obowiązkowo nie do rytmu) dodał jeszcze pazura strój sceniczny artysty: pomarańczowa, prążkowana bluza z wielkim tygrysem na klacie – bezcenne! Brak koordynacji ruchowo-mózgowej jest w pełni zrozumiały – nie na darmo było się w zespole Stone(d) Roses!
Na odbywający się równolegle koncert Krzyśka Rea naczelna wysłała mamę, zabezpieczywszy jej bilet w ramach prezentu gwiazdkowego. Ale że nie ma nic za darmo, mama miała w obowiązku podzielić się wrażeniami. Cytujemy więc: Promujący płytę „Still So Far to Go” koncert Chrisa Rea ściągnął na Torwar rzesze wiernych fanów. Dzisiejsi 50-latkowie, choć wymęczeni i nie najlepiej ubrani, poczuli nagły przypływ wigoru, który towarzyszył im, gdy przy jego przebojach przytulalin się na prywatkach 20-30 lat temu. Młodsza część publiczności z pewnością doceniła rewelacyjne popisy gitarowe Chrisa – wirtuoza gitary slide. Zadziwiająco nieśmiertelne songi, sławna chrypka, z wiekiem jeszcze bardziej szorstka, wzruszyły i rozbujały całą widownię. Myliłby się ten, kto by sądził, że blisko 60-letni artysta, który w dodatku kilka lat temu przebył ciężką chorobę, dał za wygraną i zajmuje się jedynie tworzeniem chwytliwych piosenek oraz powielaniem dawnych przebojów. Choroba skłoniła go do przewartościowania drogi twórczej i powrotu do pierwotnych inspiracji – bluesa. Uznanie należy się też organizatorom za skuteczne wprowadzenie w klimat koncertu: zjazd z mostu Łazienkowskiego na Torwar zabierał ponad godzinę. Zapewne w podobnym klimacie Chris Rea stworzył swoją „Road to Hell”, której rewelacyjnym, brawurowym wykonaniem artysta zakończył koncert, podrywając całą salę na nogi.



DODAJ komentarz »
Zarejestruj się, a jeśli posiadasz już konto w portalu Aktivist zaloguj się (miejscówka formularza: dolna część lewego menu).
WASZYM ZDANIEM

Brak komentarzy






KONKURSY AKTIVISTA
Wielka Domówka! Pragnienie Imprezowania? SPRITE Zgasi!

RAY-BANY NA TWOIM NOSIE! ZAGRAJ O IMPREZĘ ŻYCIA!


WASZA MUZYKANagrałeś lub wyprodukowałeś
utwór muzyczny? Daj posłuchać!

WASZE RECENZJEMasz swoją opinię. Wyraź ją!
Czekamy na wasze recenzje muzyczne

WASZE LINKOWANIEPrzeczytałeś ciekawy artykuł w sieci lub znalazłeś coś ciekawego w sieci, podaj linka.



