Adamski / Bajerski / Michalak foto: Bajerski
MROZY / ŚNIEGI / LODY: Zima dziesięciolecia

Przyznajemy się bez bicia. Bitwę ze styczniowymi temperaturami przegraliśmy w zasadzie bez walki. Wygrało nasze lenistwo – w większości przypadków zawinięliśmy się w koce, by w pozycji leżącej oglądać kolejne odcinki ulubionych seriali. Zamiast walczyć pod sceną na koncertach czy śmigać po parkietach, wybieraliśmy DVD ulubionego artysty
Ale spokojnie, coś jednak udało nam się zobaczyć. Na pierwszy ogień trochę prywaty, czyli nasze comiesięczne spotkania w Delikatesach TR. Lider Behemotha, wyróżniony nocnomarkową nagrodą w kategorii Artysta Roku, stawił się na Marszałkowskiej – mimo mrozu i przygotowań do miesięcznej trasy w USA – w świetnym humorze. Nie zasmucił go brak tłumów – po spotkaniu cieszył się z intymnej atmosfery, która pozwoliła na przyjazną rozmowę bez użycia mikrofonów. Obaj goście – Nergalowi towarzyszył Jerry „AnzHELLmo” Giers, dziennikarz Antyradia – wspominali dawne czasy, kiedy Behemoth, jak przypomniał jeden z uczestników, zarzekał się w wywiadach dla niszowych zinów, że nigdy nie będzie koncertował. Nergal skwitował to zgrabnym: „Wtedy miałem w głowie kupę”. Potwierdził również krążące po internecie plotki o zaręczynach z Dodą i zwierzył się z młodzieńczego marzenia, by ze swoim zespołem nagrać świetną blackmetalową płytę i zaraz potem się rozejść, a także. Wokalista dowcipnie i z dystansem do siebie opowiadał o tym, jak znosi dość nagłą popularność, Jerry kwitował ten fenomen od strony teoretyczno-muzycznej, a moderująca spotkanie naczelna zaśmiewała się do rozpuku z żartów Adama. Próbka? Opowiadając o mieszkaniu, które kupił wieki temu i zamierzał szybciutko wymienić na większe, Nergal opisywał bałagan i ścieżki, które wydeptał między pomieszczeniami. „Zamierzałem zlikwidować ten Majdan...”, rzucił z szelmowskim uśmiechem, „...ale długo się nie udawało”. Chwalimy sobie takich gości!
Do wyjścia z domu skłoniła nas też wizyta DJ-a Vadima. W oczekiwaniu na set znanego z płodności reprezentanta Ninja Tune podziwialiśmy niewiarygodne wnętrza klubu Capitol, do których część z nas trafiła po raz pierwszy. Nie wszyscy jednak czekali na gwiazdę wieczoru i uciekli zaraz po secie – skądinąd bardzo udanym – Igora Pudły ze Skalpela. Reszta została i z radością wsłuchiwała się w taneczny, otwierający set kawałek, by stracić część entuzjazmu w trakcie live-actowej połowy wieczoru. Ta zmiana w nastroju nie była jednak spowodowana niedostatkami występu Sabiry Jade i Pugsy Atomza, lecz pojawieniem się stałych bywalców Capitolu.
Wyczołgaliśmy się także na pierwsze urodziny Double Trouble, którzy świętowali w Centralnym Basenie Artystycznym w towarzystwie V/A Team, Sióstr i Out of Tune. Ci ostatni zagrali znakomity koncert, prezentując się w poszerzonym, 5-osobowym składzie i wykonując przedpremierowo kilka nowych kompozycji. Didżejskie sety gospodarzy oraz gości przyciągnęły rzesze klubowiczów (takiej frekwencji tam jeszcze nie było!) i pozwoliły na chwilę zapomnieć o szalejącym na zewnątrz białym pandemonium. Tydzień później świętowali inni – Club Collab urodziny urządził w 1500 m² do Wynajęcia. Jubilaci zaprosili Marka E i The Revenge i razem rozgrzali tłumy do czerwoności. Trudną sztuką wypełnienia gigantycznych przestrzeni klubu zasłużyli sobie zresztą na redakcyjną nominację w kategorii Impreza Miesiąca w nowej edycji plebiscytu Nocne Marki. Brawo!
Siłą rozpędu dotarliśmy następnego dnia do Kamieniołomów, gdzie cykl Tour de France zainaugurowała wizyta słynnego Alexa Gophera. Klub oczywiście zapełniony po brzegi, godzinne kolejki do kibelka i baru nie przyćmiły na szczęście doskonałej selekcji i techniki Alexa. Sam zainteresowany zagrał wprawdzie dość nietypowo i „ciężko”, ale po początkowej konsternacji wszyscy zgromadzeni natychmiast podchwycili klimat i tańcom nie było końca.
Samozaparcia starczyło nam jeszcze na wizytę w Stodole, gdzie w ramach projektu „20 lat RP” na jednej scenie zagrali The Poise Rite i Pati Young. Nasza piękna rodaczka dała naprawdę dobry koncert, czym potwierdziła swoją niezmiennie wysoką formę. Rzeszowiacy z Poise Rite udowodnili z kolei, że nie należy spuszczać ich z ekranów radaru.
Ostatni event, na którym się pojawiliśmy, to występ Hanne Hukkelberg. Nawet obłędnie niska temperatura tego dnia nie odstraszyła zapaleńców skandynawskich brzmień. Hukkelberg przyciągnęła do Cafe Kulturalnej tłumy fanów, a bilety skończyły się na kilka godzin przed występem. Sam koncert był taki jak pogoda – zimny i surowy, co oddało ducha twórczości Hanne. Nie wszystkich porwała taka stylistyka, trzeba jednak pogratulować skandynawskiej Królowej Śniegu, że wyciągnęła tylu warszawiaków z domów. Na supporcie zagrała Gaba Kula razem ze swoim ukelele, przywołując wspomnienia pięknych letnich dni. Gdzie ta wiosna?!
PS. Zaskakujące w sumie, że gdzie się nie ruszyliśmy, wszędzie było pełno. Tym razem odszczekujemy nasze zwyczajowe narzekanie na klubowe pustki. Najwyraźniej przy tak niskiej temperaturze humory się poprawiają, a warszawską, czasami nieruchawą, publiczność zaczyna nosić. Dziwny to ludek, ci warszawiacy.



DODAJ komentarz »
Zarejestruj się, a jeśli posiadasz już konto w portalu Aktivist zaloguj się (miejscówka formularza: dolna część lewego menu).
WASZYM ZDANIEM

Brak komentarzy






KONKURSY AKTIVISTA
Poszukiwany/poszukiwana

Dziesięciolecie, jak każdy jubileusz, skłania do przemyśleń. I nam zbiera się na sentymenty.


Zrób to! Wygraj bilet i przejdź
na drugą stronę lustra!!!

Wygraj główną nagrodę!

WASZA MUZYKANagrałeś lub wyprodukowałeś
utwór muzyczny? Daj posłuchać!

WASZE RECENZJEMasz swoją opinię. Wyraź ją!
Czekamy na wasze recenzje muzyczne

WASZE LINKOWANIEPrzeczytałeś ciekawy artykuł w sieci lub znalazłeś coś ciekawego w sieci, podaj linka.




