Tekst: Łukasz Chomyn / foto: Woodcamp / Blaze
TRENDY 2009: Snow Guide

O tym, że lans na stoku rzeczą ważną jest, wiedział już George Michael u progu kariery. Na szczęście od czasów „Last Christmas” minęło sporo lat i swetry ? la informatyk odeszły do lamusa, ustępując miejsca pełnej gamie ubrań stworzonych wprost na stok..
Się nosi
– Zauważalną od paru lat tendencją na stoku jest stylizacja na oldschool lub, w przypadku firm z długą tradycją, takich jak Vans, powrót do klasycznych modeli – mówi Grzegorz Gajkowski z warszawskiego sklepu Fundament. – Coraz częściej pojawiają się ciuchy wyraźnie zainspirowane modą uliczną – kurtki snowboardowe o kroju zbliżonym do marynarek, z pozoru zwyczajne jeansy lub sztruksy podszyte oddychającą i wodoodporną membraną. Od zeszłego roku do łask wracają też intensywne kolory – zauważa Piotr Roszak, przedstawiciel sklepu snowboardowego Mayer. Świetnym produktem, który od jakiegoś czasu cieszy się powszechnym uznaniem na Zachodzie, a w Polsce wciąż jest niedostępny, są trójwarstwowe, „oddychające” ubrania typu Softshell gwarantujące bardzo wysoki komfort. – W przypadku butów – kontynuuje Grzesiek – warto sugerować się nie tylko modą, ale i jakością, a tę oferują często firmy o deskorolkowej tradycji, takie jak Vans, DC czy 32. To jedna z „odnóg” firmy Etnies, znana z tego, że produkuje najlżejsze obuwie snowboardowe na świecie – waży niewiele więcej niż przeciętne obuwie sportowe. Zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dziewcząt, cieszą się buty z systemem BOA. To rozwiązanie, zastępujące klasyczne sznurówki, wykorzystuje stalową linkę skręcaną specjalnym wałkiem, dzięki czemu wiązanie buta nie wymaga tak dużej siły. Warto również polecić obuwie z termoutwardzalnymi wkładkami – mówi Piotr. Przed pierwszym użyciem w specjalnej nagrzewnicy nagrzewa się wkładkę, a ta w ciągu 20 minut idealnie dopasowuje się do kształtu stopy. Co więcej, można to powtarzać nawet kilkanaście razy bez utraty plastycznych właściwości materiału. Podobnie działają wkładki pompowane, stosowane w butach firmy DC.
Się jeździ
Snowboard to jednak nie tylko przechadzanie się po stoku w ciuchach wysoko punktowanych w kategorii lans. Ku umiarkowanej uciesze miłośników nieco mniej ekstremalnych rozrywek zimowych, na stoku ponoć nie warto pokazywać się bez sprzętu. – Nie ma desek uniwersalnych – wszystko zależy od tego, jak jeździsz – mówi Łukasz Madetko, instruktor snowboardowy. – Miłośnikom ostrej jazdy prędkościowej poleciłby twarde deski np. Speedster, wśród desek miękkich wyróżniają się produkty firmy Forum. Dla początkujących niezłym rozwiązaniem jest posezonowy sprzęt, który nowy i zafoliowany można kupić w necie po bardzo dobrych cenach. Myślę, że wydarzeniem będą też deski DC, wchodzące w tym sezonie do sprzedaży. Zauważalny jest też zwiększony nacisk firm snowbardowych na produkcję bardziej wszechstronnych niż freeride’owe desek freestyle’owych. Myślę, że to efekt popularności snowparków i stylu jazdy inspirowanego skateboardingiem, obfitującego w tricki na boksach czy poręczach – dodaje Piotrek Roszak. – Co cieszy, idzie to w parze z coraz większym popytem na ochraniacze kręgosłupa i pasa biodrowego oraz kaski, które przy tego rodzaju jeździe chronią przed poważnymi urazami – kontynuuje. – Sam jeżdżę na nartach komórkowych Rossignola – mówi Michał Starkowski, instruktor i prezes firmy SnowShow, zajmującej się organizacją wyjazdów narciarsko-snowboardowych. – Na uwagę zasługują również narty Atomic czy sprzęt już sprawdzony – unikałbym wszelkiego rodzaju supermarketowych produktów, mimo ich niskiej ceny – przestrzega. Z tą opinią zgadza się Grzegorz Gajkowski: – Najlepsze firmy to te z tradycją oraz takie, które specjalizują się w konkretnym rodzaju produktów. Innym wyznacznikiem jakości jest fakt, że firma została założona przez samych snowboarderów – jak np. StepChild. Szanujemy też producentów sprzętu, aktywnie działających w środowisku, np. DC, utrzymujące bardzo dobry team. Współpracują z tak znanymi postaciami snowboardowego świata, jak Devun Walsh – opowiada Grzesiek. Jeżeli chodzi zaś o wiązania, niezrównane są produkty Union Bindings, firmy również stworzonej przez grupę amerykańskich snowboarderów. Wykorzystują jedyny w swoim rodzaju patent – podstawa wiązań, zamiast klasycznego aluminiowego, ma wypełnienie gumowe, dzięki czemu cała deska pracuje płynnie wraz z wiązaniami. Inne sprawdzone rozwiązanie, tzw. Cap Strap, wprowadził jakiś czas temu Burton. To przedni pasek zakładany na czubek buta, który w dużym stopniu odciąża śródstopie. W tym biznesie przydatność nowych technologii weryfikowana jest natychmiast na stokach – było tak np. w przypadku systemu Step-in, czyli miękkich butów ze sztywną wkładką, które miały być znacznie łatwiejsze do założenia. Okazały się jednak niewygodnym wymysłem marketingowców, a nie odpowiedzią na rzeczywiste zapotrzebowanie.
Się bywa
By móc bywać, należy wiedzieć gdzie. Zarówno jedno-, jak i dwudeskowcy wykazali się wybitnym brakiem patriotyzmu, chwaląc głównie cudze, bo na swoim poznali się zbyt dobrze. –Zdecydowanie wyjeżdżajcie za granicę – apeluje Grzegorz Gajkowski, organizujący także wyjazdy Woodcamp. – Lepszy dojazd, trasy, parkingi, stoki – generalnie inna jakość, a kasa ta sama. Oszczędzicie sobie też nerwów, bo obsługa klienta w Tatrach nie istnieje – klient jest od tego, by słono płacić i najlepiej niczego nie wymagać – kwituje Grzesiek. Wielbicielom agresywnej jazdy polecamy Francję. Nieco łagodniejsze stoki, piękne słońce i doskonałe jedzenie znajdziemy we Włoszech, na krótkie wypady polecamy Austrię. – Interesujące miejsca znajdziemy nawet u naszych najbliższych sąsiadów: czeskie stoki w Dolni Moravie, Spindlerovym Mlynie czy w okolicach Starego Mesta biją na głowę kiepsko zagospodarowane polskie miejscówki, w tym osławiony Szczyrk – dodaje Łukasz Madetko.
Się bawi
– Jesteśmy niewielką, ale prężną firmą – opowiada Michał Starkowski ze SnowShow. – Organizujemy ok. czterech zagranicznych wyjazdów rocznie, na które zabieramy 100-400 osób i zajmujemy się wszystkim, począwszy od noclegu, przez jazdę, imprezy, na życzenie zatroszczymy się również o jedzenie. Preferujmy lokacje „studenckie”, niedające mocno po kieszeni, takie jak francuskie Risoul, Bardonecchia czy leżące przy włosko-szwajcarskiej granicy Livigno. Na szczególną uwagę zasługuje to ostatnie – klimat jest rewelacyjny, stoki dobre, a jedzenie i piwo często tańsze niż w Warszawie. Dość powiedzieć, że w tym bezcłowym raju litr Finlandii kosztuje śmieszne 6 euro! Czasem nadchodzi jednak moment, w którym należy zejść ze stoku. Można wówczas z czystym sumieniem oddać się nocnym rozrywkom – jak powszechnie wiadomo, zdrowy klimat sprzyja wszelkim nałogom. Maniakom nielubiącym rozstawać się z ulubionym didżejem polecamy wyjazdy Snow DJ Week organizowane przez Pompon Team (w tym roku we współpracy z Woodcampem), natomiast wielbicielom klasycznych chilloutów do gustu przypadną wyspecjalizowane knajpy typu apr?s ski, dokąd wpaść można bezpośrednio po skończonej jeździe. – Jak wielu innych, również tego elementu udanego zimowego wyjazdu w Polsce się nie uświadczy – podsumowuje Grzesiek.
Czas odetchnąć z ulgą. Nie grożą wam już kpiące spojrzenia trendsetterów i śmiechy za plecami. Wiedząc gdzie, co i jak, pozostaje tylko zdecydować się, z kim zjedziecie po białej łące. Ale tego już wam nie podpowiemy.


Zobacz też:






KONKURSY AKTIVISTA
Wielka Domówka! Pragnienie Imprezowania? SPRITE Zgasi!

RAY-BANY NA TWOIM NOSIE! ZAGRAJ O IMPREZĘ ŻYCIA!


Zrób to! Wygraj bilet i przejdź
na drugą stronę lustra!!!

Wygraj główną nagrodę!

WASZA MUZYKANagrałeś lub wyprodukowałeś
utwór muzyczny? Daj posłuchać!

WASZE RECENZJEMasz swoją opinię. Wyraź ją!
Czekamy na wasze recenzje muzyczne

WASZE LINKOWANIEPrzeczytałeś ciekawy artykuł w sieci lub znalazłeś coś ciekawego w sieci, podaj linka.




