tekst: Mladen Petrov, foto: Agnieszka Wrześniak, Grzegorz Biesia
RISERCZ: Słuchajmy ludzi...

Fundacja zajmuje się pytaniami i odpowiedziami, rzecz jasna. Gromadzi wspomnienia tych, którzy mają najwięcej do opowiedzenia – starszych ludzi z bagażem doświadczeń i ciekawymi historiami na każdą okazję.
Uchwycić wspomnienia
– Głównym zdaniem Fundacji Na Rzecz Zachowania Indywidualnej Pamięci Historycznej Bruchejon jest ocalenie subiektywnego przekazu historii. Zanim będzie za późno – wyjaśnia Blanka. – W nazwie odwołujemy się do Biblioteki Aleksandryjskiej, której częścią był Bruchejon, czyli księgozbiór większy. W pewnym sensie zawsze jest za późno i zbieramy tylko popioły. Ale wierzymy, że warto. Wybrałam trudny do uchwycenia materiał, jakim są wspomnienia. Chcę stworzyć miejsce, w którym będziemy zadawać pytania właściwym osobom we właściwym czasie. Śmierć dziadka udowodniła mi, że ludzie naprawdę szybko odchodzą i należy się spieszyć – przypomina. Założycielka fundacji zdecydowała się prowadzić wywiady „metodą biograficzną”, która pozostawia rozmówcom najwięcej swobody i rola badacza polega jedynie na subtelnym kierowaniu wywodami. – Nasi rozmówcy opowiadają historie tak, jak mają na to ochotę. W ten sposób dzielą się cennymi uwagami, które podczas zwykłego wywiadu mogłyby nam uciec – tłumaczy Blanka.
Filozof w urzędzie
Pułapki biurokracji nie zniechęcają młodych ludzi do realizowania marzeń. Tydzień po podjęciu decyzji o założeniu fundacji Blanka zawitała w urzędzie ze stosem papierów, których z czasem tylko przybywało – jakby urzędnicy chcieli sprawdzić, jak bardzo zależy jej na tym projekcie. Na szczęście dzielnie sobie poradziła z napisaniem statutu i zarejestrowaniem fundacji z kapitałem zakładowym w wysokości tysiąca złotych. – Jestem głównym fundatorem Bruchejonu. To niewygodne, biorąc pod uwagę fakt, że średnio co dwa miesiące jestem bez pracy. Ale otaczają mnie fantastyczni ludzie, którzy wnoszą swoim entuzjazmem coś więcej niż granty. I wielokrotnie ratują mnie z opresji – śmieje się Blanka. Dowodem jej poświęcenia jest fakt, że gdy z sądu dotarło do niej pilne wezwanie podczas wycieczki rowerowej na Łotwie, pobiła rekord w prędkości przemieszczaniu się bicyklem, stopem oraz pociągiem, by wrócić do Polski i stawić w sądzie o narzuconej godzinie.
Społeczny IPN
Po załatwieniu formalności Blanka i grupa wolontariuszy zawitali w IPN-ie, gdzie zamiast grzebaniem w teczkach, zajmowali się nauką techniki wywiadu. Po szkoleniu fundacja była gotowa ruszyć w teren i zasypywać pytaniami ciekawych ludzi. Na pierwszy ogień poszła mołdawska wieś Styrcza, która jest małą wyspą polskości w tym kraju. – Pod koniec XIX wieku 30 szlacheckich rodzin z Podola założyło tu swoją osadę. Dziś ich potomkowie noszą w sobie pamięć polskości i szlacheckiego pochodzenia – przedstawia historyczne fakty Blanka. Celem pierwszego projektu fundacji jest głębsze poznanie życia tej polskiej społeczności – poprzez długie wywiady o codzienności życia na obczyźnie, relacjach z miejscową ludnością i tradycjach obchodzenia świąt katolickich. Z pierwszych opracowanych rozmów przeprowadzonych w dialekcie styrczańskim, na który składa się mieszanka ukraińskiego, polskiego, rosyjskiego i rumuńskiego, wynika, że Polacy – mimo przeciwności – są patriotami. – Gorzej z samym językiem, który w czystej postaci zachował się tylko w modlitwach i śpiewach – mówi Blanka. Po zakończeniu projektu każdy będzie mógł sam posłuchać polskiego w wersji styrczańskiej na stronie internetowej, a jeśli znajdą się sponsorzy – to i na płytce, która ukazałaby się wraz z obszerniejszą publikacją, wspartą naukową analizą młodych historyków z Krakowa. Planowana jest również wystawa, na której będzie można zobaczyć krajobrazy Styrczy i portrety seniorów tej wsi wraz z ich największymi skarbami, takimi jak szabla z początku XVIII wieku.
Górnik od czapek
– Chcielibyśmy kończyć każdy projekt płytami, książkami i wystawami, na realizacje których cały czas szukamy finansów. Najważniejsze jednak, żebyśmy osiągnęli nasz edukacyjny cel i sprawili, by dzieci na chwilę odeszły od komputerów, zaczęły zadawać pytania i doceniły historie starszych ludzi – tłumaczy Blanka. Kolejna akcja fundacji pod tytułem „Zapomniane zawody” ma dotyczyć ostatnich osób, trudniących się mało znanymi, zanikającymi profesjami. Dzięki wsparciu Fundacji Bankowej im. Leopolda Kronenberga i za pomocą książki telefonicznej wolontariusze fundacji, których jest coraz więcej, stworzyli sporą listę rzadkich zawodów, takich jak grawernik, zdun, kuśnierz, cholewkarz czy producent sztucznych kwiatów. Na zakończenie projektu bohaterowie opowiadań spotkają się z dziećmi, które dostaną misję znalezienia i przepytania innej ciekawej osoby w swoim otoczeniu. Wywiady udowadniają, że ludzie rzadkich profesji są tak samo intrygujący, jak same zawody. – Dotarliśmy do pani od kwiatów, która przyjęła zawód po mamie, ale zdążyła ukończyć ASP i jest profesjonalnym lotnikiem. Z kolei jeden z czapkarzy w Krakowie ma za sobą karierę akademicką na uczelni i stanowisko kierownika w Nowej Hucie. Intrygujący był też futrzarz po filozofii, który potrafi godzinami rozmyślać nad misją swego zawodu – zachwyca się Blanka.
Jidyszkeit na płytce
W poszukiwaniu bohaterów do swojego najnowszego projektu poświęconego kulturze jidysz Blanka pojechała do Izraela. W Polsce nie mamy audio archiwizacji olbrzymiego dorobku krajowej odmiany jidysz, a nasi jidyszyści (zwolennicy języka i kultury jidysz) uczą się z książek albo na kursach za granicą. – Po krótkim rozeznaniu otrzymałam rozkaz, żeby się za ten projekt zabrać jak najszybszej. Już możemy się pochwalić pierwszymi nagraniami i poszerzającą się listą chętnych do rozmowy. Szukamy ludzi, którzy pomogą nam stworzyć opis żydowskiego życia przed wojną. W języku, w którym się ono toczyło – informuje Blanka. Jak na razie wraz z Anią Gulińską, absolwentką judaistyki z Krakowa, zdążyła spotkać się z pięciorgiem osób. – Pan Mordechaj jest niesamowity. Przekroczył osiemdziesiątkę i dalej pracuje w fabryczce biżuterii, którą po wojnie założył z innymi kibutznikami z Polski. Jesteśmy w stałym kontakcie, na razie na Skype'ie, ale mam nadzieję, że wkrótce będziemy go gościć w Polsce – mówi Ania. Niedawno spotkała się ze starszą parą z Izraela, która wcześniej odmawiała współpracy tak potężnym instytucjom, jak Instytut Yad Vashem w Jerozolimie czy Fundacja Spielberga. – Zgodzili się z nami porozmawiać, ponieważ po raz pierwszy nie żądano od nich, by mówili wyłącznie o swoich doświadczeniach z czasu Holocaustu. Dajemy każdemu wolność wyboru tematu i oni akurat postanowili opowiedzieć nam o barwnym życiu w przedwojennej Polsce – relacjonuje Ania.
Blanka cieszy się, że rozmówcy skupiają się na przedstawieniu przedwojennego życia żydowskiego – tematu wciąż mało znanego szerszej publiczności. – Pracowałam w księgarni Żydowskiego Muzeum Galicja w Krakowie i na palcach jednej ręki można było policzyć książki o żydowskim życiu codziennym, nie licząc dorobku Singera. Ludzie, którzy wyjechali, po długiej ciszy chcą mówić, a my pragniemy im w tym dopomóc – wyjaśnia potrzebę zrealizowania projektu Blanka. Według założeń fundacji książka, którą zgodziło się wydać krakowskie wydawnictwo Libron, ma zawierać 25 zrobionych w Polsce i w Izraelu wywiadów. Siedmioro chętnych do rozmowy cierpliwie czeka w Izraelu, aż dziewczyny zaoszczędzą na bilety lotnicze. Jeśli chcesz pomóc fundacji Bruchejon, skontaktuj się z Blanką pod adresem: bgorecka1@tlen.pl.


Zobacz też:






KONKURSY AKTIVISTA
Poszukiwany/poszukiwana

Dziesięciolecie, jak każdy jubileusz, skłania do przemyśleń. I nam zbiera się na sentymenty.


Zrób to! Wygraj bilet i przejdź
na drugą stronę lustra!!!

Wygraj główną nagrodę!

WASZA MUZYKANagrałeś lub wyprodukowałeś
utwór muzyczny? Daj posłuchać!

WASZE RECENZJEMasz swoją opinię. Wyraź ją!
Czekamy na wasze recenzje muzyczne

WASZE LINKOWANIEPrzeczytałeś ciekawy artykuł w sieci lub znalazłeś coś ciekawego w sieci, podaj linka.




