Chłopaki z L.Stadt grają trochę tak, jakby zapomnieli, że od Stanów dzieli nas ocean, a różnica temperatur między Polską a słoneczną Kalifornią to zazwyczaj jakieś 20 stopni. Ta amnezja wychodzi im zdecydowanie na dobre, bowiem są jednym z najbardziej oryginalnych polskich zespołów. Brawurowo łączą ze sobą surf rock, country i psychodelię, ale nie uciekają też od popowych melodii i elektroniki. Zresztą Ameryka już się o nich upomniała – od pewnego czasu chłopaków częściej można było zobaczyć za granicą niż w kraju. Teraz znowu wracają do grania u siebie. Wystąpią w 15 miastach, w małych klubach, gdyż bardzo cenią sobie kontakt z publicznością. Każdy ich występ to koncertowa petarda, spodziewajcie się więc dawki energii, która spokojnie pozwoli wam wytrwać do końca zimy. [jul]